Mama w ciągłym biegu

Jeśli zastanawialiście się kiedyś, czy istnieją ludzie wiecznie uśmiechnięci, którzy za każdym razem, gdy ich spotkacie zarażają pozytywną energią, rozwieje Wasze wątpliwości: otóż, tak, istnieją! Jedną z nich jest moja dobra znajoma, Ania Kruk, dyrektor kreatywna i projektantka marki ANIA KRUK, która lada moment wejdzie w najważniejszą rolę w swoim życiu: zostanie mamą! Mimo ciągłego życia w biegu, Ania znalazła chwilę, by spotkać się ze mną i Lily w naszym ulubionym miejscu – Bazarze Kocha przy ul.Mokotowskiej – i porozmawiać trochę o tym co u niej aktualnie słychać, jak wyglądają jej przygotowania do narodzin małego potomka Kruków i jak to robi, że pomimo dość pokaźnego już brzuszka i ciągłych obowiązków ma nadal tyle energii!

ANIA_KRUK_txt

Jak się czujesz? Pamiętam swoją ciążę, miałam masę dolegliwości, szczególnie na początku! Mam nadzieję, że Ty przechodzisz swoją łagodnie?

Zależy o który moment ciąży pytasz. Początek był dosyć trudny, szczególnie, że wtedy jeszcze nikomu nie możesz powiedzieć dlaczego się źle czujesz (a ja czułam się paskudnie!). Wszyscy i tak to widzą, zastanawiają się, dopytują, martwią. Wykorzystałam chyba limit tłumaczeń „brzuch mnie boli” zanim w końcu mogłam otwarcie powiedzieć co się dzieje. Potem było już lepiej, chociaż nadal nie zareklamowałabym nikomu ciąży jako wspaniałego błogostanu… Nie przestałam pracować, często byłam w podróży, służbowo i prywatnie. To, czego musiałam się nauczyć – chyba po raz pierwszy w życiu – to, że momentami muszę zwolnić. Wcześniej mogłam pracować do oporu, a teraz muszę myśleć nie tylko o swoim zdrowiu, ale małej istoty, która we mnie rośnie i ma swoje prawa. Trudno mi przyszło wyhamować, nie brać za dużo na siebie. Nauczyć się, że zamiast 4 intensywnych spotkań, muszę planować dwa albo i jedno. Na wyjazdach służbowych wkalkulować czas na odpoczynek. Na dworcu prosić, żeby ktoś mi pomógł z walizką. Pracować 6 godzin dziennie zamiast 10-ciu.

Jaka była Twoja reakcja, kiedy dowiedziałaś się, że zostaniesz mamą? 

I ja i Toni – mój mąż – jesteśmy podróżnikami, więc szczerze mówiąc, jedną z pierwszych rzeczy, które zrobiliśmy było… kupienie biletów na ostatnią wyprawę we dwoje! Oczywiście, zrobiłam cały research, wybrałam odpowiedni termin, dostosowaliśmy trasę i odległość do moich możliwości – długie loty samolotem odpadły. Ale i tak okazało się, że podróżuje mi się łatwiej niż myśleliśmy. Objechaliśmy samochodem całą Islandię, w już niedopinających się spodniach trekkingowych, chodząc – oczywiście ostrożnie – po lodowcach, oglądając przepiękne wodospady, czarne plaże i gejzery.

Niektórzy czytają masę książek poradniczych, spędzają dużo czasu w internecie na stronach parentingowych ale są też tacy, którzy zdają się na własną intuicję. Do której grupy należysz?

Jest jeszcze trzecia kategoria: tych co ściągają milion aplikacji, haha! U mnie to się zmieniało. Na początku ściągnęłam sobie 2 aplikacje i faktycznie dużo z nich korzystałam. To było takie ekscytujące: co tydzień działy się rewolucyjne rzeczy. Zaczęło bić serduszko, wykształcały się nóżki, organy wewnętrzne, na wizualizacji „dinozaur” powoli zaczynał wyglądać coraz bardziej człowiekopodobnie. Komunikaty: „Jest wielkości borówki. Oliwki. Limonki” – to było niesamowite.
Z książek ograniczyłam się do kilku. Oczywiście w domu na półce stoi biblia Heidi Murkoff i kilka razy do niej zajrzałam z konkretną sprawą, żeby uspokoić moje strachy przyszłej mamy. Połknęłam też (na szczęście krótki) „Język niemowląt” Tracy Hogg. Oprócz tego czytałam raczej lekkie rzeczy: „W Paryżu dzieci nie grymaszą” Pameli Druckerman i przezabawny poradnik dla ojców: „Harry Pater y el pañal filosofal” Martina Piñol (nie jest przetłumaczony na polski niestety). Z teorii tyle. Chodziliśmy też do szkoły rodzenia, ale mam mieszane uczucia na ile to miało sens. Tak naprawdę najwięcej dały mi rozmowy z koleżankami, które niedawno zostały mamami lub które właśnie są w ciąży.

Macie już wszystkie niezbędne rzeczy? Wpadliście w wir zakupów czy może zostawiacie to na ostatnią chwilę? 

Mimo szalejących hormonów i syndromu „wicia gniazda” (który skończył się na remoncie łazienki), udało nam się zapanować nad zakupami. Jestem pod wielkim wrażeniem jak działa siatka młodych rodziców i system przekazywania sobie całej niemowlęcej wyprawki. Dzięki przyjaciołom i rodzinie, tak naprawdę połowę rzeczy mieliśmy z głowy. Mój mąż ma dużą rodzinę w Hiszpanii, więc wyobraź sobie jak wyglądała Gwiazdka i prezenty od wszystkich cioć i kuzynów… Z ciuszków nie musiałam kupować absolutnie niczego, te 3 rzeczy, które sama kupiłam to tylko dla czystej przyjemności.

Jeśli miałabym coś doradzić: z jednej strony fajnie jest zacząć przygotowania wcześniej, żeby rozłożyć koszty i się tak nie stresować, ale z drugiej strony im późniejsza ciąża, tym więcej znasz fajnych stron www, tym lepiej się orientujesz w cenach i tym, co jest na rynku. Kilku moich wczesnych zakupów żałuję: wybrałam coś, dlatego, że było najbliżej, najbardziej oczywiste i dostępne – a teraz widzę ciekawsze i ładniejsze rzeczy w internecie.

Jak wyobrażasz sobie pierwsze dni macierzyństwa? 

Raczej jestem pozytywnie nastawiona i już nie mogę się doczekać. Staram się niczego sobie nie wyobrażać, i nie zakładać, że będę „super wyluzowaną mamą”, która po tygodniu już będzie popijać latte z niemowlęciem spokojnie śpiącym w koszyku, ani nie zakładam najgorszego scenariusza i wielkich nerwów. Wiem, że życie wszystko zweryfikuje, i mówię sobie: „zobaczymy”. Chociaż mojemu mężowi już powiedziałam, żeby się przygotował, że mogę pierwszy miesiąc cały czas płakać – hormonów nie opanujesz, tego nauczyłam się już w trakcie ciąży.

Czym będzie podróżował mały potomek Kruków? Chodzi mi oczywiście o wybór wózka.

Wózek wybraliśmy trochę przypadkowo: przywiozła nam go w prezencie siostra mojego męża, która mieszka w Stanach. To marka Baby Jogger, tam chyba bardziej popularna niż w Polsce. Nie mam jeszcze pojęcia jak się sprawdza, na pierwszy rzut oka wydaje się dość duży w porównaniu do innych wózków, więc śmiejemy się, że to nasz amerykański Cadillac. Powiem Tobie za jakiś czas jak się sprawdza w praktyce.

ANIA_KRUK_2

Masz za sobą współpracę z dziecięcą marką odzieżową Coccodrillo i przepiękną kolekcję biżuterii dedykowanej dla mam i córek. Jak doszło do tej kolaboracji? Wiedziałaś już wtedy o swojej ciąży?

Ale, ale: współpraca jeszcze się nie skończyła! Haha. Jeśli klientki Coccodrillo polubią moją biżuterię – a na razie widzę, że tak jest, z czego bardzo się cieszę – to planujemy co sezon wypuszczać wspólną kolekcję.

Inicjatywa wyszła od Coccodrillo, które chciało na stałe mieć w ofercie biżuterię, ale nie jak typowe marki odzieżowe: sprowadzaną z Chin, tylko stworzoną przez polską projektantkę. Stąd w tej całej historii ja, i nasza marka ANIA KRUK. Dopiero później okazało się, że jestem w ciąży, co się wspaniale zbiegło z konceptem kolekcji, i jej premierą: jak pamiętasz, wtedy już było widać brzuszek!

ANIA_KRUK

Co sezon do sklepów Coccodrillo i naszych butików trafi nowa kolekcja: 20-30 wzorów. Za każdym razem mamy na nią trochę inny pomysł, ja też bardzo dużo się uczę o nowym kliencie, jakim są dla mnie małe dziewczynki. Na jesień, kiedy debiutowaliśmy z tą linia, postawiłam na biżuterię ze zwierzątkami z moich odręcznych rysunków, i komplety mama-córka. Teraz przygotowaliśmy weselszą propozycję: jest więcej koloru i błysku. I oczywiście kolor różowy… Musisz poczekać do kwietnia, kiedy razem ze startem sezonu komunijnego, co 2 tygodnie będą pojawiać się nowości. Na pewno dam ci znać!

Co stanie się z ANIĄ KRUK podczas Twojej nieobecności? Wychowanie dziecka, tym bardziej w pierwszych miesiącach życia wymaga dużo skupienia, myślisz, że uda Ci się szybko pogodzić rolę mamy z dotychczasową rolą bizneswoman? Masz np. jakieś kolekcje stworzone z wyprzedzeniem? 

To trudne pytanie, i powiem Tobie szczerze: nie wiem do końca jak to będzie. Głowię się i martwię tym od początku, bo przecież firma też jest moim dzieckiem! Na szczęście przez całą ciążę mogłam pracować, więc jeszcze w grudniu, z pokaźnym brzuszkiem, udało mi się dopełnić naszej wieloletniej tradycji i objechać wszystkie butiki ANIA KRUK przed Świętami. Klientki robiły wielkie oczy, kiedy widziały mnie z brzuchem za ladą, doradzającą w wyborze gwiazdkowych prezentów. Teraz pracuję sporo z domu, i tak jak mówiłam wcześniej, musiałam nieco zwolnić tempo.

Praca we własnej firmie ma swoje dobre i złe strony. To duża odpowiedzialność, bo nie możesz się do końca wymiksować i ja, jak znam życie, będę w tych najbardziej kluczowych sprawach pod mailem cały czas. Ale z drugiej strony to ogromna elastyczność. Mogę sobie pozwolić powiedzieć: zobaczymy. Na miesiąc zniknę całkowicie, ale może potem już będę miała ochotę na dwie godziny pracy dziennie? Może moje dziecko będzie aniołem i je będę zabierać w koszyku do biura na chwilę? A może zupełnie zmienią mi się priorytety i wyłączę się na dłużej. Zobaczymy. Najważniejsze projekty przygotowałam i zamknęłam, mój zespół jest świetny, samodzielny i bardzo im ufam, więc świat się nie zawali!

Czy ciąża w jakiś sposób wpłynęła na Twoją kreatywność? Zazwyczaj dzieje się tak po urodzeniu dziecka ale czasem i stan ‚przed’ potrafi dużo zmienić.

Myślę, że wpłynęła nie tyle na kreatywność, co może na sposób myślenia. Właśnie dlatego, że musiałam wyhamować, zwolnić, trochę bardziej zacząć cenić mój czas. Wcześniej często nie umiałam odmawiać, zgadzałam się na wiele spotkań, ofert, które zajmowały mi czas a nie były super ważne ani dla firmy, ani dla mnie. Teraz muszę kalkulować: mam tylko 2 godziny, który projekt jest ważniejszy? Gdzie jestem niezbędna, a gdzie ktoś mnie może zastąpić? W naturalny sposób uczysz się delegować, ustawiać priorytety. Tak naprawdę: odkrywasz jakie w ogóle są Twoje priorytety! Przypuszczam, że po urodzeniu dziecka ta rewolucja będzie jeszcze większa.

Na koniec, zdradź mi jedną rzecz. Kiedy ostatnio widziałyśmy się w Warszawie, wyglądałaś obłędnie! Uśmiech od ucha do ucha, promienna cera, piękna stylizacja i błysk w oku. Gdyby nie pokaźny brzuszek, nie dało by się zauważyć, że jesteś w ciąży! Jak Ty to robisz? Masz jakieś magiczne sposoby na relaks? Co wprawia Cię w tak dobry nastrój?

I panterka, nie wspomniałaś o panterce! A odkąd jestem w ciąży mam straszną fazę na print w panterkę. Nie wiem skąd mi się to wzięło. Przypuszczam, że dla równowagi z jednej strony przyszła mama, co brzmi tak poważnie, z drugiej strony futerko w panterkę i skórzana kurtka w której chodzę cały czas. Mam ochotę na rockowe stylizacje, żeby nie czuć się tak statecznie i jednak „krowiaście”, haha.

Ale, ale, dziękuję bardzo za komplement! Ja po prostu staram się nie myśleć o tym, ze jestem w ciąży i tych wszystkich dolegliwościach. Faktycznie oprócz tego, że tak wolno teraz chodzę – jak pingwin! – i ciągle jestem głodna, to jakoś bardzo chyba nie narzekam. Zawsze czerpałam dużo energii ze spotkań z ludźmi, zawsze się dużo śmiałam. Teraz też jak lekarz walczy ze mną, żebym już nie jeździła do biura, to ja mówię „Ale ja się tyle śmieję u nas w pracy…”. I jednak jadę, chociaż na chwilę.
Może ciąża nie jest jakimś błogo-stanem, bo jednak pewne dolegliwości są, ale wiesz co jest fajne? To jak się ludzie, nawet zupełnie obcy, do Ciebie uśmiechają na widok brzuszka. To jest piękne. To akurat chciałabym, żeby się już nie zmieniło.

Processed with VSCO with b5 preset


(Zdjęcia: Ania Kruk; archiwum prywatne)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s