Mama z wysp

Dominikę pamiętam ze szkolnego korytarza – była siostrą mojej koleżanki z klasy i jedną z najpiękniejszych dziewczyn w szkole. Osobiście poznałyśmy się dopiero kilka lat temu, kiedy pracowałyśmy nad stylizacjami do jednego z projektów reklamowych. Dokładnie zaraz po tym projekcie Dominika miała wyjechać na długo wyczekiwane wakacje do Hiszpanii. Pamiętam do dziś jej zniecierpliwienie! Teraz ‚widujemy’ się jedynie na portalach społecznościowych, bo od 4 lat żyje na Wyspach Kanaryjskich, dokładnie tam, gdzie jechała na wakacje. Założyła rodzinę – ze swoim chłopakiem, Claudio, mają dwie prześliczne córeczki: Biankę (2,5 roku) i Lilę (9 miesięcy). Choć początek tej historii wydaje się być bajką, Dominika potrafi otwarcie wypowiedzieć się na temat swoich smutków czy tęsknot. Jest naturalna i stara się dzielić z wszystkimi tym, co przynosi jej najwięcej szczęścia. Jest przykładem wspaniałej mamy i inspiracją do tego jak żyć i nie poddawać się zwykłym błahostkom. W naszej rozmowie opowiada o ogromnych zmianach jakie przyniosła jej przeprowadzka z Warszawy na Las Palmas, o tym co było powodem jej ucieczki ze świata materialnego, jak zmieniło się jej podejście i sposób życia. Poznajcie Dominikę – owocową mamę, pełną pasji i pozytywnej energii!


-9

Jaka jest Twoja recepta na udany dzień?
Moja recepta jest prosta – zwyczajnie decyduję każdego ranka, że będę mieć dobry nastrój. Oczywiście pomagają mi w tym poranne rytuały. Zwykle rozpoczynam dzień z moimi córkami i jeżeli nie jesteśmy bardzo głodne, zamykamy się w łazience: robimy masaż suchą szczotką (Bianka ma 2,5 roku i ma swoją małą szczotkę – chce robić to co mama) bierzemy chłodny prysznic, smarujemy się olejem kokosowym, a w międzyczasie pijemy ciepłą wodę z cytryną i różnymi dodatkami. Brzmi trochę jak bajka? Heh, w realu wszystko przypomina sceny z komedii, trzeba się nieźle nagimnastykować, żeby różne czynności skończyć, ktoś „je” papier toaletowy, ktoś inny wylewa szampon do odpływu, śpiewam, tańczę, staram się, żeby nikt nie rozbił sobie głowy na mokrej podłodze i żeby okrzyki, radosne lub pełne zniecierpliwienia nie dokuczały zanadto sąsiadom. Później na szybko ogarniam mieszkanie i robimy razem owocowy koktajl – to dzięki mojemu śniadaniu czyli litrowemu smoothie mam energię i dobry humor.

Masz dwie wspaniałe córeczki. Jak zmieniło się Twoje życie po urodzeniu dziewczynek?
Zmieniło się diametralnie, opieka nad niemowlęciem i wychowywanie dziecka to w moim przypadku był tak intensywny wewnętrzny samorozwój, że nie potrafię tego z niczym porównać! Jestem niesamowicie wdzięczna za to doświadczenie. Nauczyłam się cierpliwości, opanowania. Relacja mamy z dzieckiem to coś wyjątkowego, bardzo wymagającego, intensywnego, ogrom miłości, dobrej woli i odpowiedzialności. Dużo mnie kosztowało, żeby odnaleźć siebie w tej sytuacji, pierwsze kilkanaście miesięcy było cholernie trudnych, cieszyłam się z każdego dnia i nocy, które udało mi się przetrwać – Bianka była ‚high need baby’, bardzo dużo płakała, źle spała, ciężko ją było uspokoić czy zadowolić… a ja byłam praktycznie sama, daleko od Polski, w której miałabym kogo poprosić o pomoc. Moje życie właściwie zmieniło się o 180 stopni już na kilkanaście miesięcy przed pojawieniem się Bianki. Zrezygnowałam z dotychczasowej pracy, wyprowadziłam się na Gran Canarie.

-18

Skąd właściwie wziął się pomysł na wyjazd z rodzinnego kraju?
To dość długa historia… W skrócie? Moja przeprowadzka związana była ze zmianą stylu życia, zafascynował mnie minimalizm, odżywianie się roślinami, głównie owocami. Chciałam zamieszkać w ciepłym miejscu, blisko oceanu, z całorocznym dostępem do świeżych owoców i możliwością codziennego ruchu na świeżym powietrzu. Żyć w klapkach i szortach, założyć rodzinę oraz wychowywać dzieci w takich okolicznościach i rzeczywistości. Znałam wyspę ze wcześniejszego wypadu wakacyjnego. A sama przeprowadzka? Mniej więcej było tak: było lato, od kilkunastu tygodni pracowałam około 20 godzin na dobę przy kilku projektach jednocześnie (7 lat byłam stylistką i kostiumografem) m.in. przy filmie pełnometrażowym kręconym nocą, za dnia projektowałam kostiumy do spektaklu teatralnego, pracowałam przy reklamach, kręciłam teledyski. Podczas 2 dni wolnego nie wiedziałam jak naprawdę odpocząć, nalałam chłodnej wody do wanny, wsypałam sól, a na mikro balkonie w centrum Warszawy rozłożyłam leżak. Byłam przepracowana, te dwa dni spędziłam leżąc na zmianę w wannie albo na balkonie. Wtedy dotarł do mnie nonsens mojej sytuacji. Kochałam moją pracę ale nie miałam czasu żyć, zadbać o siebie, moje priorytety nie miały racji bytu w tym środowisku. Kupiłam bilety na G.C. Znajomym powiedziałam, że czuję, że już nie wrócę. Poleciałam i zostałam. Przyjaciółki pakowały i przysłały mi rzeczy, o które poprosiłam (przydała się selekcja i ograniczenie ilości posiadanych rzeczy, które zrobiłam już wcześniej!! ). Nie znałam języka, nie miałam dużych oszczędności, znałam 4 osoby, jedną z nich był mój obecny chłopak.

Tęsknisz za czymś z czasów, kiedy mieszkałaś w Warszawie?
Tęsknię za pracą. Za kreatywnymi działaniami w grupie, za niesamowitymi ludźmi, których poznałam – większość dzięki moim projektom zawodowym. Za rozmowami i swobodnym wyrażaniem się.

2

Często bywasz w Polsce?
Przez ostatnie 4 lata byłam dwa razy, za to rodzina i przyjaciele chętnie mnie odwiedzają, mam dla nich nawet pokój gościnny.

Ten, kto obserwuje Twój profil na Instagramie, wie, że kładziesz duży nacisk na zdrowe odżywianie. Kiedy Zaczęła się Twoja przygoda z ‚drewnianą miską’?
Już dokładnie nie pamiętam, ale chyba około 6 lat temu od książki „Sztuka Prostoty” Dominique Loreau – zainteresowałam się prostym życiem (wolnym od zbędnych przedmiotów, sztucznie wywoływanych potrzeb) i detoxem organizmu. Miałam wtedy dość duże kłopoty ze zdrowiem. Po 7 latach spędzonych we Wrocławiu wróciłam do rodzinnej Warszawy i układałam życie na nowo, również to zawodowe. Żyłam w ogromnym stresie, nabawiłam się nadwagi, zniszczyłam cerę, jadłam kompulsywnie. Przytyłam w kilka miesięcy 15 kg, kolejne kilkanaście miesięcy bezskutecznie, próbowałam odzyskać energię i dawną sylwetkę, czułam się fatalnie nie mogąc dojść do równowagi. Moje ciało było totalnie rozregulowane. Wtedy zaczęłam na serio drążyć temat zdrowej, naturalnej diety i postów leczniczych, wszystkiego, co pozwoli mi odżywiać się intuicyjnie. Przeczytałam mnóstwo różnych książek i opracowań. I powoli, bez ‚deadlinów’, bez rygoru i wyrzutów sumienia zaczęłam jeść, do syta, z satysfakcją po posiłku.

IMG_4810

Twoje dziewczynki też mają dość nietypowy jadłospis. Wielu rodziców może pozazdrościć, że z takim apetytem zajadają zdrowe jedzenie: warzywa i owoce. Jaki jest na to przepis?
Wiedziałam od początku, że jeżeli chodzi o jedzenie, to chcę dać moim dzieciom możliwość dokonywania intuicyjnych, zdrowych wyborów. Doświadczenie nauczyło mnie, że jedząc „oszukujące ciało” jedzenie czyli przetworzone, dosładzane, solone, tłuste, uzależniające, mające dużo kalorii, a mało składników odżywczych, nienaturalne dla naszego gatunku, jak przetwory z krowiego mleka czy mięso, zagłuszę ich wewnętrzny głos który mówi im czego potrzebują. Moją ogromną inspiracją w tej kwestii jest Ellen Fisher (www.instagram.com/ellenfisher), blogerka, matka dwójki dzieci, weganka, odżywiająca się, wraz całą rodziną, głównie surowymi owocami i warzywami. To ona podrzuciła mi kilka pomysłów na pierwsze posiłki dla dzieci (a teraz pisze na ten temat e-booka, którego nie mogę się doczekać!). Moje dzieci nie jedzą „idealnie” ale też nie żyją w „idealnie” odżywiającej się rodzinie, chcę je nauczyć zdrowej relacji z pożywieniem, więc staram się niczego nie zabraniać, jak najwięcej tłumaczyć, opowiadać o owocach i warzywach o tym dlaczego są ważne i być dobrym przykładem. Rzeczy których nie jedzą i nie jem, zwyczajnie nie ma w domu. Jestem dumna z mojej starszej córki, która po wizycie w sklepie z cukierkami, żelkami i bakaliami, wychodzi z niego z radosną miną, nałożywszy do swoich torebek orzechów nerkowca, wiórków kokosowych, pestek dyni, migdałów i suszonej papai. To my, rodzice przedstawiamy dzieciom jedzenie. Jeżeli będziemy pokazywać że np. czekolada to coś wyjątkowego lub coś zakazanego, w nagrodę, na deser, jak zje cały obiad… przekażemy im, że jest lepsza i fajniejsza niż migdały, banan czy wspomniany obiad. Mój partner nigdy się tym nie interesował, jest z innej kultury, czasami mówi, że mu szkoda że nie spróbowały np. batonika. I po cichu coś tam przemyca. Trudno mu zrozumieć, że ten batonik nie jest dzieciom w ogóle do niczego potrzebny. Generalnie ze zdziwieniem obserwuje ten rytuał ludzki, na początku dzieciom się daje słodycze, jako coś wspaniałego, te same osoby mają świadomość, że dla zdrowia, należy ich unikać, wielu dorosłych mówi „idę na dietę, kończę ze słodyczami”, jednocześnie kupując dzieciom lizaki… Moje dzieci (a raczej starsza córka, bo młodsza dopiero zaczyna przygodę z jedzeniem stałym) jedzą owoce, ziemniaki, ryż, orzechy i nasiona, makarony, tofu, algi, hummus i rośliny strączkowe, czasami rybę lub owoce morza, piją mleko roślinne, rzadko kiedy jedzą ser czy jogurt, bardzo mało chleba. Widzę też ogromne plusy metody BLW, którą wprowadzałam stałe pożywienie, np. w ich stosunku do jedzenia –  wiedzą że nie ma przymusu, że mogą zjeść ile chcą, wybrać to na co akurat z danego posiłku/talerza mają ochotę. Z chęcią próbują czegoś nowego. Słyszę częściej „mamo, jeszcze, ale to dobre” niż „nie chcę”. Kolejna fajna rzecz: Bianka bardzo chętnie częstuje inne dzieci (i dorosłych) swoim jedzeniem. To takie echo tego, że dzieliłam się z nią posiłkiem ze swojego „talerza” (a raczej drewnianej miski czy słoja).

 

-171

Tworzysz swoje własne, autorskie przepisy. Podzielisz się z mamami którymś z nich? Np. na zbliżającą się jesień – coś, co doda im energetycznego kopa?
Tak, myślę, że najfajniejsze są zielone koktajle! Taki smoothie zastępuje śniadanie, musi być dość słodki, kaloryczny i duży. Pity na pusty żołądek! 

Zrzut ekranu 2016-09-05 o 23.00.13

 

  • 3 banany (to panaceum na stres! Obok witamin z grupy B, witaminy C i sporej dawki magnezu zawierają także tryptofan – niezbędny do produkcji seratoniny!) 
  • sok z 5 pomarańczy
  • 2 szklanki liści jarmużu
  • 1 łyżka płynnego oleju kokosowego kwas laurynowy, zawarty  w oleju kokosowym ma działanie anty-bakteryjne, anty-wirusowe i anty-grzybiczne, tym samym podnosi odporność organizmu. 
  • 1 łyżeczka namoczonych nasion chia 
  • 1 łyżka nasion konopii (między innymi poprawiają profil lipidowy krwi i tym samym zmniejszają ryzyko miażdżycy, zawału serca oraz udaru. Poprawiają też wygląd skóry, włosów i paznokci, regulują trawienie wpływając na poprawę funkcjonowania układu pokarmowego)
  • 1 cm plaster imbiru 

 

…i ulubionym przepisem Twoich dziewczynek, który będą mogły przyrządzić swoim dzieciom?
Proponuję, aby podzieliły się koktajlem. Dzięki zawartości jarmużu przemycą trochę zieleniny bogatej w żelazo i proteiny.

Teraz z innej beczki. Zawsze mnie to ciekawi u rodzin wielojęzycznych: jak porozumiewacie się pomiędzy sobą w domu?
Niestety zawiodłam tutaj na całej linii… Muszę zacząć wreszcie mówić do Bianki tylko po polsku, bo na razie zna tylko kilkadziesiąt słów. Rozmawiamy po hiszpańsku, stało się tak ponieważ Bianka dość wcześnie, na parę godzin dziennie, poszła do żłobka (w okresie końcówki mojej ciąży, porodu i pierwszych miesięcy życia z Lilą). Zależało mi żeby umiała się komunikować oraz, żeby mogła się dogadać z Tatą, który zaczął z nią spędzać znacznie więcej czasu od kiedy jest z nami jej siostra. Głupio mi trochę z nią rozmawiać ze świadomością, że Claudio, mój chłopak, nic z tego nie rozumie.

3

Jesteś większość czasu sama i sama zajmujesz się dziewczynkami, kiedy Twój chłopak jest w pracy. Jak sobie dajesz radę? Masz jakieś magiczne sposoby, na organizację czasu?
Wszystkiego nauczyła mnie Bianka, ciągle muszę myśleć o następnej czynności, być szybka, uważna i elastyczna, przewidywać kiedy będą już chciały jeść albo spać. Poza tym chyba najbardziej pomogła mi rutyna, plan dnia. Powtarzanie czynności w danej kolejności, przewidywalność kolejnych zdarzeń… dzięki temu ja jestem bardziej zrelaksowana, one już wiedzą co je czeka i są spokojniejsze, chętniej współpracują. Bianka jest niesamowicie samodzielna, już od urodzenia to było widać. Mój styl wychowania, który opiera się na zaufaniu, traktowaniu dziecka z szacunkiem jak dorosłej myślącej i mającej własną wolę osoby pozwalał jej na maksimum bezpiecznych eksperymentów. Bardzo się to sprawdziło i procentuje. Ma teraz 2.5 roku i szczerze mogę powiedzieć, że w wielu kwestiach mogę na nią liczyć. Pomaga mi sprzątać, rozwieszać pranie, odkłada rzeczy na miejsce, to niezwykle mnie odciąża. Mój sekret? Noszę Lile. Od narodzin nosiłam ja w chuście, teraz przesiadłyśmy się na nosidło. Dzięki temu mam ręce wolne, a ona jest spokojna bo jest blisko mamy.

Macie swoje ulubione miejsca z dziewczynkami, które są tylko Wasze?
Szczerze mówiąc to wszystkie miejsca są dla mnie tylko nasze! Wszędzie zabieram ze sobą moje dzieci, dużo miejsc poznaję dzięki nim i razem z nimi – jestem tu od niedawna. Można by stworzyć taką mapę naszych wycieczek, znajomych ludzi i miejsc, wiesz, sklep z owocami, budka na leżaki na plaży, gdzie pracuje nasz przyjaciel, chiński sklepik, w którym kupujemy bańki mydlane… Tu jest bardzo lokalnie, wszyscy się znają, pozdrawiają na ulicy, ludzie mają swoje zwyczaje, piją kawę w tym samym miejscu o tej samej porze… kiedy codziennie obok nich przechodzimy witamy się z nimi, czasem przystajemy porozmawiać.

-16

Co lubisz najbardziej robić w wolnej chwili? Jak spędzasz czas, gdy masz go tylko dla siebie?
Większość mojego „czasu tylko dla siebie” to drzemki moich dzieci. Spędzam go w domu. Lubię wtedy wymyślać nowe dania, usiąść na kanapie, zjeść w spokoju moją sałatę odpisując na wiadomości i maile. Kiedy mogę wyjść, bo dziewczynkami od niedawna zajmuje się też mój chłopak, idę na plażę. Czasami wypożyczam z klubu wodnego, do którego należymy, deskę do paddle surf. Surfing to moje marzenie. Gdy tylko mogę uczę się pływać na desce! Uwielbiam też robić sobie domowe SPA i masaże. Takie półtorej godziny auto-pielęgnacji to dla mnie luksus… mmmm!
Niedługo startuję też z reaktywacją własnego projektu Los Fruittis Bar – domowy, wegański i rawfoodowy kateringi, składający się z oczyszczających, tłoczonych na zimno soków z warzyw, owoców, ziół i orzechów. Plus przygotowuje na jesień mojego e-booka z przepisami. To wszystko chłonie sporo mojego czasu.

Jak wygląda macierzyństwo z perspektywy wysp? Jest np. coś takiego jak urlop macierzyński dla pracujących mam albo jakieś dofinansowanie?
Jest duża różnica między Polską a Hiszpanią, urlop macierzyński trwa tu 4 miesiące, pomocy finansowej właściwie nie ma. Ja nie otrzymałam żadnej.

Na co kładziesz największy nacisk w wychowywaniu dziewczynek?
Na szeroko pojęty szacunek do siebie i innych. Na samodzielność. Na miłość. Na zdrowie.

Zrzut ekranu 2016-09-05 o 23.21.17

Twoje córeczki na niemal każdym zdjęciu mają na szyjkach bursztynowe korale. Co one oznaczają?
Bursztyn to niesamowity kamień, wydziela substancje które przenikają przez skórę do krwioobiegu. Pomagają one przy wielu dolegliwościach. Odkryto, że kwas bursztynowy działa jak biostymulator, pobudza system nerwowy, reguluje pracę nerek i jelit, jest środkiem przeciwzapalnym i antytoksycznym. Stąd też sprawdza się przy ząbkowaniu i sprzyja zachowaniu wysokiej odporności na choroby.  Bianka nigdy w życiu nie miała żadnej infekcji… Nosi bursztyny odkąd skończyła kilka miesięcy.

Zrzut ekranu 2016-09-05 o 22.47.18

Na świecie głośno jest teraz w temacie karmienia piersią w miejscach publicznych. Jak to wygląda na wyspach?
Szczerze mówiąc nie wiem. Karmię gdzie chcę, staram się być dyskretna, naturalna i zrelaksowana. Lili najlepiej jednak je się w domu, łatwo się rozprasza.

Zrzut ekranu 2016-09-05 o 23.01.51

Co z takich przyziemnych rzeczy sprawia Ci najwięcej przyjemności?
Wszystko co sprawia mi przyjemność jest przyziemne! Na swoim blogu zamieściłam kiedyś listę 50 takich „rzeczy”. Na pierwszym miejscu jest miłość.

Twoje dziewczynki są bardziej przysłowiowymi córeczkami tatusia czy mamusi?
Myślę, że ze względu na wiek, wciąż jeszcze jest tak, że bardzo lubią być z mamą.

Pośród wszystkich wesołych zdjęć na IG znajdujesz miejsce na powiedzenie głośno, że jest Ci czasem źle. Taka odwaga na wyrażanie siebie w ten sposób publicznie nie zdarza się często w internecie.
Instagram to takie kwadratowe wycinki naszej rzeczywistości, aplikacja powstała żeby robić estetyczne zdjęcia, szybko je retuszować dodając filtry. Wszyscy chcą wychodzić dobrze na zdjęciach, utrwala się piękne chwile, pokazuje ładne wnętrza, przedmioty, nowe ubrania… to fajne, ale i bardzo niebezpieczne. Powstaje mimochodem taki zakłamany świat, targowisko próżności, życie tak nie wygląda, są blaski i są cienie, chcę by ludzie o tym pamiętali, nie dali się wpędzić w kompleksy, chcę, żeby pamiętali, że wszyscy jesteśmy tylko niedoskonałymi, wyjątkowymi ludźmi! Nie żyję pod palmami z wiecznym uśmiechem na ustach. Znam profile gdzie tez mówi się o słabszych chwilach. Gorzej, jak z czasem zmienia się to w takie szukanie pocieszenia, wylewanie żalu, chęć zwrócenia na siebie uwagi, czekanie na klepanie po plecach. Trzeba we wszystkim umieć zachować równowagę i umiar, pamiętać, że to tylko internet, mieć szacunek do prywatności swojej i swojej rodziny. 

Zrzut ekranu 2016-09-05 o 23.12.07

Biankę, starszą z córek, karmiłaś mlekiem modyfikowanym a Lilę mlekiem naturalnym. W którymś z postów napisałaś, że nie widzisz różnicy pomiędzy nimi, dobrze zrozumiałam?
Dwie córki i dwie różne historie karmienia mlekiem. Biankę bardzo chciałam karmić piersią, dałam się ponieść lekko terroryzującej fali, że trzeba. Zagryzałam zęby, mimo że miałam ogromne problemy, a karmienie to był jedynie ból i płacz (nas obu) – przez 3,5 miesiąca nie chciałam słyszeć o butelkach, mm, smoczkach, wszak wszystko musi być naturalnie. Przez moje radykalne podejście bardzo cierpiałam, szukałam fachowej pomocy, nic jednak nie pomagało. Po jakimś czasie zrobił mi się zastój mleka, zapalenie, aż skończyłam w szpitalu na operacji ropnia piersi. Przez kolejne 3 miesiące karmiłam Biankę z butelki własnym, odciągniętym mlekiem. Później przeszłyśmy na mm. Miałam ogromne wyrzuty sumienia. Z Lilą na początku też nie było łatwo, ale udało mi się, dzięki pomocy doradców laktacyjnych i terapii czaszkowo-krzyżowej. W najtrudniejszym momencie, kiedy miała kilka dni podałam jej kilka razy mm, żeby zagoić sutki i odpocząć. Napisałam kiedyś że nie widzę różnicy między dziewczynkami, w ich odporności czy w naszych relacjach. Oczywiście, że mleko mamy jest najlepsze, bo naturalne ale karmienie to tylko wycinek w całym przyszłym życiu naszych dzieci. Uważam, że kobiety są poddawane ogromnej presji w tym temacie.

Tip dla mam: jak najlepiej dojść do siebie po porodzie? Są jakieś magiczne sposoby?
Jedzenie! Zdrowe, pełne surowych warzyw i owoców, zrównoważone.

To będzie chyba mój ulubiony punkt każdego wywiadu: jakbyś mogła coś przekazać wszystkim mamom, co by to było?
Chciałabym, by kobiety bardziej wierzyły w siebie i swoją naturalną siłę. Zaufały instynktom i niesamowitej intuicji jaką są obdarzone. Jesteście wielkie, jesteście wyjątkowe. Jesteście najlepszymi matkami dla Waszych dzieci i to Wy najlepiej wiecie czego im i Wam trzeba. Nie porównujcie się z innymi, nie pozwólcie sobie mieszać w sercach i głowach nawałem dobrych rad. Dbajcie o siebie, szanujcie się i miejcie do siebie dużo cierpliwości i wyrozumiałości. Nie wymagajcie od siebie zbyt wiele, uciekajcie od presji, przecież dajecie swoim pociechom to, co tylko macie najlepszego – siebie!:)

Lepiej bym tego nie ujęła.

-13


Chcesz wiedzieć na bieżąco co u Dominiki?
Oto jej: INSTAGRAM i BLOG – Los Fruittis Mama i fanpage na FB –  Los Fruittis Bar, w którym pisze o zdrowym stylu życia, pasjach i macierzyństwie.

(Zdjęcia do wywiadu pochodzą z archiwum rodzinnego Dominiki Brzeskiej)


Jedna myśl w temacie “Mama z wysp

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s